Po co się rozwijasz? – Samo-optymalizacja a chrześcijańska doskonałość
Każde pokolenie ulega dominującym w jego epoce wpływom trendów społecznych i kulturowych. Chrześcijanie jednak odwołują się do ponadczasowego przesłania Ewangelii. Pojawia się więc pytanie: czy nie istnieje ryzyko, że współczesne nurty przysłonią nam autentyczne postawy ewangeliczne? W kontekście tego dylematu warto przyjrzeć się tendencji do samo-optymalizacji – dążeniu do coraz lepszej wersji siebie. Czy w realiach zachodniej cywilizacji ma cokolwiek wspólnego z chrześcijańską koncepcją doskonałości?
Samo-optymalizacja: nowy trend w społeczeństwach Zachodu
Kultura samo-optymalizacji (self-optimisation) jako nowe zjawisko, zaczęła w ostatnich latach zwracać uwagę socjologów przyglądających się społeczeństwom zachodnim. Przeglądając Internet, pojęcie to można znaleźć głownie w tekstach angielsko- i niemieckojęzycznych. Trudno natknąć się na polskojęzyczne publikacje traktujące na ten temat, natomiast nie oznacza to, że polskie społeczeństwo nie zostało dotknięte tym trendem.
Publikując w 2024 r. artykuł Self-optimisation: Conceptual, discursive and historical perspectives1, autorzy postawili sobie za cel opisanie samej koncepcji i tym samym wypełnienie luki tematycznej w literaturze naukowej z dziedziny socjologii. Podają oni następującą definicję zjawiska: [w] ujęciu ogólnym samo-optymalizację można zdefiniować jako zespół dyskursów i praktyk, które zachęcają jednostki do realizowania wyobrażonej, najlepszej wersji samych siebie — swojego ciała, kondycji psychicznej i emocjonalnej oraz sposobu przeżywania codziennego życia.
Bardziej precyzyjnie, samo-optymalizacja opiera się na ciągłym procesie trwałego doskonalenia cech osobistych i kompetencji poprzez samokontrolę, racjonalne zarządzanie sobą i stałe uzyskiwanie informacji zwrotnej — aż do osiągnięcia najlepszego możliwego stanu samego siebie”.2 Trend opisują uwzględniając Globalną Północ, a w szczególności Europę Zachodnią oraz w mniejszym stopniu Amerykę Północną. W dalszej części publikacja opisuje zjawisko w kontekście wybranych nurtów akademickiej debaty, m. in. globalizacji i neoliberalnego kapitalizmu.
Można przypuszczać, że ekonomiczne czynniki pełnią rolę kluczową w napędzaniu podobnych postaw. Wymienić można chociażby wysoką konkurencyjność na rynku pracy, szybki rozwój technologii oraz rosnące koszty życia. Wszystko to stymuluje wewnętrzną potrzebę samo-optymalizacji. Autorzy upatrują narodzenia trendu pod wpływem „transformacji własnej tożsamości” w odpowiednich warunkach społeczno-ekonomicznych.
Chociaż sama publikacja jest bardzo ciekawa i przyczyny zjawiska zdają się być dobrze uchwycone, ich szczegółowa analiza nie jest przedmiotem niniejszego artykułu. Zamiast tego proponuję podjęcie refleksji na temat tego, czy jako chrześcijanie nie jesteśmy czasem zaproszeni do podobnego zmagania.
Ewangeliczna doskonałość
W Ewangelii św. Mateusza, pada następujące zdanie: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” (Mt 5, 48). Prawdopodobnie większość uczciwych chrześcijan, zatrzymała się na tym fragmencie i odniosła go do własnego życia. Porównajmy zatem pojęcie ewangelicznego doskonalenia się z trendem samo-optymalizacji.
W greckim tekście Ewangelii użyte zostało słowo teleios (τέλειος)3, co wskazuje na przyjęcie skończonej, dojrzałej formy. Warto zerknąć jeszcze na kontekst w którym pojawia się to słowo. Fragment, w którym umiejscowiony jest ten wers, to część Kazania na górze – obszernej mowy Pana Jezusa, zawierającej syntezę tego, kim są należący do królestwa (5, 1-12) oraz wykład prawdziwej sprawiedliwości: jaką postawę powinni oni przyjąć w stosunku do Prawa (5, 17-48), do bliźniego (6, 1-4; 7, 1-5) oraz na modlitwie (6, 7-14; 7, 7-11).4
Wykład, który kończy się wezwaniem do doskonałości, zaczyna się od słów: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo i Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić (Mt 5, 17). Uważny czytelnik zauważy, że ewangeliczny wykład jest spięty klamrą, zaczynając i kończąc się motywem doskonałego wypełnienia. Treścią wykładu są zalecenia co do traktowania bliźnich. Jedne z ostatnich wersetów dotyczą bardzo trudnego wezwania do miłości nieprzyjaciół. Przekaz dodatkowo wzmacnia pytanie: Jeśli bowiem miłujecie tylko tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? (Mt 5, 46).
Od wezwania do konkretnych postaw wobec bliźnich i miłości wobec nieprzyjaciół Pan Jezus płynnie przechodzi do zaproszenia do doskonałości. Kościół od dawna naucza, że przykazanie Miłości Boga i bliźniego jest najważniejsze. Nauczanie świętego Pawła nie pozostawia żadnych wątpliwości. W Liście do Rzymian czytamy: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje drugiego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: «Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj» i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: «Miłuj bliźniego swego jak siebie samego!» Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13, 8-10).
Czy te koncepcje da się pogodzić?
Analizując obie koncepcje możemy dojść do wniosku, że w istocie bardzo się różnią. Samo-optymalizacja dotyczy co prawda doskonalenia się, jednak jest to doskonalenie siebie samego, bez kontekstu relacji z innymi. W centrum jest sam zainteresowany ze swoim dążeniem, by stać się bardziej konkurencyjnym, np. na rynku pracy. Doskonały w ewangelicznym ujęciu, to kochający innych.
Zastanawiając się nad pogodzeniem koncepcji, nie warto iść drogą deprecjonowania roli rozwoju. Owoce samo-optymalizacji to często nauka, terapia czy regularny sport. Tego rodzaju zaangażowanie samo w sobie jest dobre, a więc może służyć ewangelicznemu doskonaleniu się. Intuicyjnie zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że skupiając się wyłącznie na sobie, możemy zaniedbać relacje z innymi.
Pojednawcze dla obu postaw może okazać się zadanie prostego pytania: po co się rozwijamy? Jaka jest intencja związana z naszą samo-optymalizacją? Dojrzewając w ewangelicznej perspektywie, możemy uczyć się postrzegać innych jako podmioty dobrze rozumianej miłości, a nie na przykład obiekty rywalizacji. Pozytywny efekt własnego postępu możemy potraktować jako prezent dla otoczenia. Wystarczy, że na poziomie intencji zmienimy postawę z Ja versus inni na postawę ja dla Innych.
Jak wyglądałoby to w praktyce? Osoby które regularnie trenują, mogą uświadomić sobie, że dzięki temu będą lepiej służyć swojej rodzinie – siłą, zdrowiem czy dyscypliną. A zatem nie ćwiczą tylko dla osobistego poczucia satysfakcji. Osoby realizujące kolejne stopnie kariery – mogą dołączyć do tego świadomą intencję wspierania społeczeństwa swoją pracą. A zatem nie pracują jedynie z myślą o zysku lub wyróżnianiu się. Zmieniając intencję możemy wydoskonalić swoje spojrzenie tak, by nie koncentrować się jedynie na sobie, co nieuchronnie prowadziłoby do kultury perfekcyjnych samotników.